Wyprzedaże świąteczne

Kiedy jest środek zimy, kończy się grudzień, ludzie mają zwykle mniej pieniędzy w portfelach. Dzieje się tak, ponieważ znaczną część domowego budżetu pochłaniają przygotowania do świat oraz świętowanie Sylwestra.
Handlowcy próbują więc z nadejściem stycznia skłonić konsumentów do robienia zakupów, drastycznie obniżając ceny. Jest to sprytny sposób, aby wydali nawet ostatnie pieniądze.

Te osoby, które przewidują to zagranie marketingowe odkładają pieniądze wcześniej, ponieważ styczniowe wyprzedaże, naprawdę są korzystne. Jest to dobry czas na zakup butów czy zimowego płaszcza. Jeśli chcielibyśmy kupić te produkty w cenie regularnej, kosztowałyby naprawdę sporo. Zwłaszcza, jeśli gustujemy w produktach dobrej jakości. Warto zapłacić trochę więcej za dobrą rzecz, która nie zniszczy się szybko niż wciąż inwestować niemalże w jednorazówki. Może być tak w przypadku butów.

Załóżmy, że Julia wchodzi do sklepu, mierzy i ogląda obuwie z zamiarem jego kupienia, po przemyśleniu dochodzi do wniosku, że wybierze droższy model, który bardzo jej się podoba, zauważyła ona, że jest wykonany ze skóry naturalnej, ma wygodną wkładkę, jest na niewysokim obcasie, który lubi.

Trochę szkoda wydać jej 300 zł za kozaki, ale powtarza sobie w myślach, że nie chce denerwować się tego roku na pęknięcia i rozklejenia podeszwy, zakłada, że pochodzi w nich kilka sezonów. Po 3 latach wyciąga kozaki z szafy, przeciera szmatką i są w nienagannym stanie, podbija tylko co rok fleki.

Jej koleżanka Małgorzata dziwi się, jak można kupować takie drogie buty, co sezon chodzi do sklepu kupując obuwie wykonane z eko skóry za 120 zł, które przemaka, pęka, zanosi je do reklamacji, która nie zawsze jest uznawana. W ciągu 3 lat wydała na obuwie zimowe 360 zł. Straciła przy tym sporo nerwów. Złości się na kiepską jakość. Nie chce wydać na raz 300 zł, więc co sezon powtarza się ta sama historia, woli wydać miej jednorazowo i się męczyć. W rzeczywistości, wydaje sporo więcej i jest niezadowolona. Jest to kwestia poukładanie sobie w głowie.

Tak jest z każdą rzeczą. W przypadku odzieży może być troszkę inaczej, bo zwykle mamy więcej bluzek niż par butów, nie zużywają się więc one w takim stopniu, bo często je zmieniamy.